Krystyna została jego żoną, gdy miał zaledwie 21 lat. Cztery lata później mieli już troje dzieci – córki Joannę i Katarzynę oraz syna Pawła. Po latach pytany o to, jakim jest ojcem, Wodecki z goryczą przyznawał, że za mało zajmował się dziećmi. Nie był też zadowolony z tego, jakim jest dziadkiem. Ostatni wywiad Zbigniewa Wodeckiego. "Nie potrafię odmówić bliźniemu" Chałturki z Demarczyk. Jako nastolatek nie był przykładnym uczniem, wyrzucono go nawet z liceum. – Wagarowałem, nie przykładałem się do nauki – tłumaczył. – Powiedziano mi: "Powtarzasz Wodecki rok albo do widzenia". Rodzice zdecydowali się na "do widzenia". Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch Orchestra and Choir. „1976: A Space Odyssey”. Gdynia - lotnisko Gdynia-Kosakowo, Orange main stage, 01.07.2016 r. Wyświetl profil użytkownika Paweł Wodecki na LinkedIn, największej sieci zawodowej na świecie. Paweł Wodecki ma 9 stanowisk w swoim profilu. Zobacz pełny profil użytkownika Paweł Wodecki i odkryj jego/jej kontakty oraz stanowiska w podobnych firmach. Pożegnanie Zbigniewa Wodeckiego. Tłumy krakowian i fanów przyszły we wtorek na cmentarz Rakowicki w Krakowie, aby pożegnać Zbigniewa Wodeckiego. Podczas pogrzebu kuzyn artysty odegrał na trąbce utwór "I did it my way" Franka Sinatry. Artysta spoczął w grobowcu rodzinnym. Przed ceremonią pogrzebową w bazylice Mariackiej odprawiona Dziś 48-letnia Katarzyna Wodecka-Stubbs realizuje się jako producentka filmowa i muzyczna. Jest także prezeską rodzinnej fundacji im. Zbigniewa Wodeckiego, którą założono po śmierci artysty. Córka Zbigniewa Wodeckiego wyszła za mąż za Anglika, który przeprowadził się dla niej do Polski. Mieszkają w Krakowie – mieście . Zbigniew Wodecki na 50-leciu Władysławowa Andrzej SipajłoOdszedł Krakus, który na dobre związał się z Władysławowem. To tu rudy, piegowaty i mały Zbigniew Wodecki po raz pierwszy zobaczył morze, a dziś w Chałupach ma swój mural z nieśmiertelnym hitem "Chałupy welcome to".Kto nie był na plaży naturystów w Chałupach, ten na pewno nucił jeden z największych przebojów Zbigniewa Wodeckiego, czyli "Chałupy welcome to". Piosenka rozsławiła te część półwyspu, choć wówczas nie wszystkim było to w współczesne Chałupy świetnie pamiętają piosenkarza - w półwyspowej wiosce można znaleźć mural dedykowany zmarłemu piosenkarzowi, z widokiem na mierzeję, jego podobizną oraz tytułem piosenki. Ten znajduje się na stacji Oczywiście z wielkim żalem i smutkiem doszły do nas informacje o śmierci Zbigniewa Wodeckiego, któremu zawdzięczamy to, iż miejscowość Chałupy, która była znana nielicznym osobom, zmieniła się w jedną z najbardziej znanych kurortów turystycznych w Polsce - komentuje Marcin Budzisz, sołtys Chałup. - Można powiedzieć że piosenka z 1994 r. "Chałupy welcome to" stała się ikoną naszej miejscowości, a Zbigniew Wodecki, mimo że rzadko w Chałupach widzianym, był jej Chałupach świetnie zdają sobie sprawę, że ich wioskę znano w świecie głównie dzięki przebojowi Cieszymy się ogromnie że właśnie tak znakomity artysta zaśpiewał tę piosenkę. Wielki człowiek odszedł, ale ta piosenka ze słowami "Chałupy Welcome to" będzie nam o nim przypominała - podkreśla Marcin TEŻ: Rok temu Zbigniew Wodecki odwiedził Chałupy z koncertem, który zagrał na scenie znajdującej się jednym z pól namiotowych. Wcześniej zagrał i zaśpiewał dla mieszkańców i turystów podczas uroczystości 50-lecia miasto - choć jeszcze wtedy było Wielką Wsią - było szczególne dla Zbigniewa Wodeckiego, który jako młody chłopak przyjechał tu koleją. Miał ok. 8-9 lat...- Jak wysiadłem na dworcu pociągu, to widziałem tylko łany zboża i daleko wystawała wieża kościoła - opowiadał we Władysławowie artysta z Krakowa. - To był Dom Rybaka, jak się później pobyt dla młodego Zbyszka okazał się bardzo pamiętny, bo po raz pierwszy zobaczył Była piękna pogoda. Pierwszego dnia poszedłem na plażę. Byłem rudy, piegowaty, nasmarowałem się kremem Nivea, siedziałem na plaży sześć godzin - wspominał Wodecki. - Wieczorem miałem 40 stopni gorączki, bąble, dreszcze, byłem poparzony i prawie Gmina Władysławowo/Konrad Kędzior Nie żyje Zbigniew Wodecki. Krakowski piosenkarz i skrzypek zmarł w warszawskim szpitalu, gdzie przebywał od czasu, kiedy kilkanaście dni temu doznał udaru pierwszy potwierdził tę wiadomość kolega po fachu Zbigniewa Wodeckiego – Andrzej Piaseczny. „Żegnaj Zbyszku. Byłeś genialnym muzykiem i cudownym człowiekiem. Do zobaczenia po drugiej stronie...” – napisał kilka minut temu na swoim piątek 5 maja Zbigniew Wodecki przeszedł w Warszawie operację bypass-ów. Jeszcze w niedzielę czuł się dobrze i rozmawiał z bliskimi. Niespodziewanie 8 maja nad ranem doznał rozległego udaru mózgu. Okazało się, że na tym nie koniec. Mimo, że piosenkarz został wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną, zachorował na zapalenie płuc. Organizm muzyka był po udarze bardzo słaby i podatny na wszelkie zakażenia. Ostatecznie dzisiaj tuż po 15 pojawiła się informacja, że Zbigniew Wodecki zmarł niespodziewanie w wieku 67 lat. Pozostawił po sobie żonę, córki, syna, wnuki i tysiące wiernych fanów. Na oficjalnej stronie artysty pojawił się komunikat:„W piątek 5 maja Zbigniew Wodecki przeszedł w Warszawie operację bypass-ów. Jeszcze w niedzielę czuł się dobrze i rozmawiał z bliskimi. Niespodziewanie 8 maja nad ranem doznał rozległego udaru mózgu. Mimo niezwykłej woli życia i staraniom lekarzy udar dokonał nieodwracalnych obrażeń. Odszedł od nas w dniu w jednym z Warszawskich szpitali. Żona i dzieci byli przy nim. Zostanie pochowany w ukochanym Krakowie.”Artysta od pewnego czasu skarżył się na swój stan zdrowia. Przypomnijmy, że Zbigniew Wodecki znalazł się w warszawskim szpitalu po udarze mózgu. To komplikacja, która pojawiła się u niego po operacji serca, jaką niedawno przeszedł. Jeszcze dobę po zabiegu nic nie zapowiadało tak poważnych komplikacji i pogorszenia stanu muzyk i piosenkarz, który został zapamiętany dzięki takim hitom, jak „Zacznij od Bacha”, „Chałupy welcome to” i „Pszczółka Maja”, słynął dotąd ze swojej zawodowej aktywności. Był akurat w jubileuszowej trasie koncertowej. Miał też w planach nagranie płyty z kwartetem smyczkowym. Za swój poprzedni krążek - nagrane z młodą grupą Mitch & Mitch piosenki sprzed 40 lat, z pierwszego longplaya, jaki wydał, przyniosły mu w zeszłym roku dwie nagrody Fryderyka: za piosenkę „Rzuć to wszystko, co złe” i wspomnianą płytę „1976: A Space Odyssey”, która została albumem roku pop. ZOBACZ TAKŻE: W wieku 67 lat zmarł Zbigniew Wodeckiźródło: Agencja TVN, x-newsPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera Wnuczka Zbigniewa Wodeckiego ma już 17 lat. Długo żyła w cieniu sławnego dziadka, ale teraz zrobiła coś wyjątkowego, aby go upamiętnić. Co zrobiła dla zmarłego muzyka nastolatka? Czy również zostanie gwiazdą?Zbigniew Wodecki odszedł w 2017 roku po długiej walce z chorobą. Teraz muzyk wciąż jest wspominany przez wielbicieli, a pamięć po nim nie zaginęła. Teraz wnuczka gwiazdora upamiętniła go w niezwykły Zbigniewa Wodeckiego wzięła udział w akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Siedemnastoletnia Julia prowadziła licytację plakatu z podpisem swojego sławnego dziadka. Udało jej się zebrać 5800 złotych.– To bardzo duża suma. Choć Julia nie ma na razie sprecyzowanych planów na przyszłość, to widać, że obycie ze sceną ma we krwi. Świetnie sprawdziła się w tej roli i dalej bardzo prężnie będzie z nami działać — powiedział pracownik fundacji im. Zbigniewa Wodeckiego tygodnikowi Na Wodecki jeszcze za swojego życia sam wyznał, że nie sprawdza się w roli dziadka. – Jestem kiepskim dziadkiem. Za mało zajmuję się wnukami. Nie poświęcam im zbyt wiele czasu i mam o to do siebie pretensje — powiedział muzyk w Wodecki. Okruchy Pamięci Zbigniew Wodecki: dzieciZbigniew Wodecki miał troje dzieci z żoną Krystyną: Joannę, Katarzynę i Pawła. Muzyk doczekał się również aż piątki wnucząt: Julii, Mai, Dawida, Leo oraz jedynym synem Pawłem Zbigniew Wodecki miał nie najlepszą relację. To właśnie jego córką jest najstarsza córka muzyka — Julia. – Przepraszałem moje dzieci, szczególnie syna Pawła za to, że się nad nim znęcałem, kiedy biedny grał na fortepianie. Nie mogę sobie tego darować. Jak byłem mały, obiecywałem sobie, że w życiu dziecka nie uderzę, ale nie dotrzymałem słowa — wyznał Zbigniew ZDJĘCIA:screen @Super StacjaWnuczka Zbigniewa Wodeckiego żyła w jego Zbigniew Wodecki – Fan ClubZbigniew Wodecki zmarł dwa lata temu. ZOBACZ TEŻ:W zębie strażaka utknął kawałek popcornu. Lekarze musieli zoperować jego serceBiedronka, Lidl i Auchan może czekać kryzys. Będzie jeszcze gorzej3 pary znaków zodiaku, które nigdy nie powinny być razem. Ich związki skończą się katastrofąAlżbeta Lenska znowu trafiła do szpitala. Aktorka przeszła kolejną operacjęPrzystojny gwiazdor TVP został ojcem. Dumny tata zdradził płeć i imię dzieckaNiepokojące doniesienia mediów. Stan Dody jest coraz gorszy, trafi do szpitala?źródło: Maryla Rodowicz: Zbigniew Wodecki był bardzo bliski piosenkarce. Gwiazda zebrała się na wspomnienia i zdecydowała się pokazać niepublikowane do tej pory, archiwalne zdjęcie ze zmarłym piosenkarzem. W komentarzach nie brakuje wzruszających wpisów fanów, a także innych artystów. W maju minęły dokładnie dwa lata od czasu śmierci Zbigniewa Wodeckiego. W rocznicę śmierci wielkiego artysty polskie gwiazdy chętnie publikują wspólne zdjęcia, wspominając w ten sposób zmarłego piosenkarza. Tym razem wspólną fotkę z nieżyjącym muzykiem opublikowała Maryla Rodowicz. Zbigniew Wodecki był jej bliski. Artystka zachwala zmarłego kolegę w osobistym poście. Maryla Rodowicz: Zbigniew Wodecki był jest bliskiMaryla Rodowicz jest już na polskiej scenie ponad 50 lat, toteż nie ma się co dziwić, że świetnie zna niemalże każdego polskiego artystę. Gwiazda zdecydowała się opublikować archiwalne zdjęcie ze Zbigniewem Wodeckim. Maryla Rodowicz ze zmarłym muzykiem znali się bardzo długo, chętnie również razem występowali na scenie. Fotka, jaką upubliczniła artystka została zrobiona kilkanaście lat temu podczas próby do Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Maryla Rodowicz wygląda znacznie młodziej, więc zdjęcie może pochodzić nawet z końcówki lat 90. – Wodecki jaki to był ciepły człowiek ypał dowcipami po prostu uroczy kolega a do tego ta wyjątkową muzykalność na probach w Opolu zbierałam szczękę z podłogi jak on czysto i bez wysiłku śpiewał ech życie – napisała (pisownia oryginalna) – napisała artystka. Wspomnienie Maryli Rodowicz rozczuliło Internautów, którzy również zaczęli wspominać Wodeckiego w komentarzach. Nie zabrakło miłych słów także ze strony gwiazd Cleo.– Przepiękne zdjęcie! Brakuje Pana Zbyszka bardzo – napisała Zbigniewa Wodeckiego była niemałym szokiem, szczególnie dla fanów artysty, którzy szykowali się na zapowiadaną przez niego trasę koncertową. Artysta zmarł 22 maja w wieku 67 lat w jednym z warszawskich szpitali, po tym, jak przeszedł poważny udar mózgu po operacji wszczepienia mu bypassów. Gdy piosenkarz przebywał w śpiączce zachorował na zapalenie pluc, co tylko spotęgowało pogarszający się stan jego zdrowia. Pogrzeb Zbigniewa Wodeckiego odbył się 30 maja 2017 roku, w Krakowie, a muzyk spoczywa w swoim rodzinnym grobowcu, usytuowanym ma krakowskim cmentarzu Rodowicz: Zbigniew WodeckiZOBACZ ZDJĘCIA: Rodowicz: Zbigniew Wodecki był jej bliski. zamieszcza archiwalne zdjęcia z TVP VODCzęsto razem występowali na scenie. ZOBACZ TEŻ:Fryzura Agaty Dudy to dziś marzenie Polek. Nie zawsze tak było, zobaczmy jej stare zdjęciaEwa Minge trafiła do szpitala! „Życie czasem rzuca nas na kolana”Jak wyglądała Jolanta Kwaśniewska kiedyś? Pierwsza dama od zawsze była ikoną styluDaniel Martyniuk się rozwodzi, koniec rodzinnej sielanki. „Fu** off z taką dziewczyną!”Młodzi chłopcy nie mają wstydu. Składają Roksanie Węgiel onieśmielające propozycje Kraków, 1970 rok. Piwnica pod Baranami na Rynku Głównym. Na scenie śpiewa Ewa Demarczyk, a akompaniuje jej na skrzypcach chudy muzyk ubrany w garnitur. To Zbigniew Wodecki, który jeszcze wtedy nawet nie myślał o tym, że będzie występował na największych scenach polskich i zagranicznych. Jeszcze nie wiedział, że kiedyś odważy się wyjść na scenę bez marynarki, zapiętej pod szyję białej koszuli i elegancko zawiązanej muchy. Jeszcze nie ma „Chałup”, dzieci nie śpiewają „Pszczółki Mai”, nikt nie nuci piosenki o Bachu. W końcu nikt też nie śpiewa „Lubię wracać tam, gdzie byłem”, bo historia tej piosenki dopiero się tworzy. Urszula i Tomasz Kujawski: „Mamy za sobą wiele zakrętów, ale na szczęście udało nam się pozbierać” Zbigniew Wodecki i Krystyna Wodecka: historia miłości Gdy zobaczyli się po raz pierwszy, on miał 20 lat i był początkującym muzykiem. Ona studiowała geologię i siedziała w pierwszym rzędzie na widowni w krakowskiej Piwnicy pod Baranami, wysłuchując koncertu. Gdy Zbigniew Wodecki zobaczył ją ze sceny, nagle zaczął grać z takim zaangażowaniem, że popękały mu wszystkie struny w skrzypach. Dla skrzypka to był znak. Przyszłą parę zapoznał ze sobą kompozytor Zbigniew Konieczny, prywatnie kolega Krystyny Wodeckiej. „Tak to się wszystko zaczęło i potem chyba bardzo szybko potoczyło” – mówiła o swoich rodzicach Katarzyna Wodecka-Stubbs w programie „Piosenki Na Wagę Złota”. W czerwcu 1971 para pobrała się w jednym z krakowskich kościołów, a wesele odbyło się w mieszkaniu w kamienicy przy ulicy Kapucyńskiej. Mieszkanie było małe, miało zaledwie 2 pokoje i parę mebli. Skromne warunki nikomu jednak nie przeszkadzały. Wśród weselnych gości była krakowska bohema, muzycy Piwnicy pod Baranami czy Klubu pod Jaszczurami, krakowscy literaci, poeci, kompozytorzy, plastycy. Ta sala weselna stała się także pierwszym domem dla pary młodej, a dla Wojciecha Młynarskiego – inspiracją. Czytaj także: Zbigniew Wodecki: „Żyj tak, jakby każdy następny dzień był ostatnim” „Lubię wracać tam, gdzie byłem”: historia piosenki Zbigniew Wodecki skomponował muzykę do utworu „Lubię wracać tam, gdzie byłem”, gdy poznawał się ze swoją przyszłą żoną. O napisanie tekstu piosenki poprosił Wojciecha Młynarskiego, który odwiedził młode małżeństwo w ich mieszkaniu przy ulicy Kapucyńskiej w Krakowie. Wchodziło się do niego przez oficynę, następnie wchodziło na długi, drewniany balkon pełen wyrzeźbionych tralek. Oprócz tego widać było wiszące kwiaty, głównie róże. Tekst do piosenki powstał bardzo szybko. Wojciech Młynarski zobaczył Kraków, starą kamienicę i małe mieszkanie wypełnione ogromną miłością dwojga ludzi. Tekst pisał się właściwie sam: „Lubię wracać tam, gdzie byłem już Pod ten balkon pełen pnących róż Na uliczki te znajome tak Do znajomych drzwi Pukać myśląc, czy Czy nie stanie w nich czasami ta dziewczyna z warkoczami”. Poznaj więcej wzruszających historii innych polskich gwiazd, których już z nami nie ma: Zbigniew Wodecki w roli ojca Był ślub, była piosenka i z czasem na świecie pojawiło się także pierwsze dziecko małżeństwa – Joanna urodzona w 1971 roku. 2 lata później urodziła się Katarzyna, a w 1975 roku jedyny syn Wodeckich – Paweł. Z czasem cała rodzina przeprowadziła się do większego mieszkania pod Wawelem. Zbigniew Wodecki i Krystyna Wodecka wspólnie ustalili, że w czasie, gdy muzyk będzie rozwijał swoją karierę, ona pozostanie w domu i będzie zajmować się dziećmi. Pojęcie „kury domowej” nie pasowało jednak do niej zupełnie. Krystyna Wodecka była damą obracającą się wśród inteligencji i artystów. Gdy kariera Zbigniewa Wodeckiego zaczęła nabierać rozpędu, a jego piosenki stawały się hitami, muzyk był coraz częściej w trasie niż w domu. Podbijał sceny polskie i zagraniczne. W trakcie kilkumiesięcznych tras koncertowych grał w Stanach Zjednoczonych, w Rumunii, Bułgarii, Izraelu. „Kiedyś z żoną doszliśmy do wniosku, że dzięki temu, iż tak często byłem nieobecny, nasz związek tak długo trwa. Gdyby nie tryb mojej pracy, pewnie byśmy się pozabijali, bo mamy zupełnie inne charaktery. A tak nie wchodzimy sobie w drogę i dzięki temu jesteśmy do dziś szczęśliwi” – mówił po latach w żartach w rozmowie z „Na żywo”. Rzeczywistość nie była jednak tak zabawna. Na łamach Miasta Pociech artysta opowiadał o pewnej sytuacji sprzed lat. Raz po powrocie z koncertów zapukał do pokoju sześcioletniego syna, a ten go nie poznał. „Mamo, przyjechał ten pan, co śpiewa Pszczółkę Maję” – powiedział chłopiec. Córki nie oceniają ojca tak surowo. Katarzyna Wodecka-Stubbs wspominała w wywiadzie z Agatą Młynarską, że Zbigniew Wodecki był czułym ojcem, do którego zawsze można się było przytulić, wskoczyć mu do łóżka o poranku, powygłupiać się z nim. Zawsze interesowało go, co czują jego dzieci, co myślą, jak widzą świat. „Takim zwykłym tatą nie był. Był raczej tatą kolegą i przyjacielem, a nie takim, który wraca do domu po pracy i trzeba mu się wyspowiadać ze szkoły. Nie mieliśmy takich problemów” – mówiła w rozmowie z Onetem. Zobacz też: Jak brzmiały ostatnie słowaZbigniewa Wodeckiego? Padło poruszające zdanie... Zbigniew Wodecki z córką Joanną, 2002 r. Zbigniew Wodecki: kariera i domniemane romanse Chociaż Zbigniew Wodecki zyskiwał coraz większą popularność, jego żona nie chciała wchodzić w świat show-biznesu i stroniła od blasku fleszy. Muzyk przyznawał jednak, że sekretem udanego małżeństwa był fakt, że Krystyna Wodecka była geolożką, a nie artystką funkcjonującą przed kamerami lub na scenach. „Dwóch aktorów nie może być szczęśliwym małżeństwem, dwóch muzyków również. Za dużo pretensji. Jeśli żona źle ci wchodzi z Bachem przez dwadzieścia lat z rzędu, to można ją chyba zabić tą altówką. Miłość szlag trafia” – mówił w rozmowie z „Galą”. Przez cały okres jego kariery w mediach regularnie pojawiały się plotki dotyczące romansów muzyka z piosenkarkami, aktorkami czy muzyczkami. Podobno miał utrzymywać bliskie kontakty z aktorką Olgą Bończyk, dziennikarką Zofią Czernicką czy piosenkarką Renatą Zarębską. Doniesień było dużo, zazwyczaj sprzecznych. Sam Zbigniew Wodecki mówił, że jest zbyt popularny na to, by pozwolić sobie na romanse. „Czasami chciałaby dusza do raju, ale trzeba się liczyć z konsekwencjami. A tak poważnie, nie miałem czasu na romanse, bo po pierwsze byłem nieśmiały i zawsze zawstydzony w kontaktach z kobietami. Poza tym byłem skoncentrowany na robieniu kariery i zarabianiu na dom” – powiedział w rozmowie z „Na Żywo”. Zbigniew Wodecki: dzieci Zbigniew Wodecki przyznał, że dzieci powinno się mieć dopiero po czterdziestce. Dopiero wtedy człowiek jest w stanie podejmować odpowiedzialne decyzje. Muzyk żałował między innymi tego, że nie mógł spędzać czasu ze swoimi dziećmi. Chociaż zarabiał na rodzinę i chciał zapewnić jej jak najlepsze warunki, jednocześnie bardzo dużo stracił. W rozmowie z „Galą” Zbigniew Wodecki mówił także o tym, że nie posłałby drugi raz swoich córek i swojego syna do szkoły muzycznej. „[…] nie mogę sobie do dziś darować. Status artysty w tym kraju tak opadł, że znalazł się nawet poniżej statusu aktora i polityka, którzy zawsze byli najniżej. Żyjemy w czasach, gdy ludzie bardziej cenią aktora, który gra pianistę, niż pianistę. A ten zawód wymaga przecież, nie dość, że palca Boga to jeszcze mnóstwa pracy. Ach, i jeszcze trzeba mieć hopla” – wspominał. Gdy dzieci Zbigniew Wodeckiego same założyły rodziny, muzyk oszalał na punkcie swoich wnuków. Odbierał je z krakowskiej szkoły muzycznej przy ulicy Basztowej, brał ich kolorowe tornistry, a następnie szedł przez rynek z bandą wesołych dzieciaków, witał się ze swoimi starymi znajomymi, których spotykał na Rynku Głównym, czasami rozdawał autografy. Uważał, że duża rodzina, którą ma, to jego prawdziwy sukces, ponieważ wielu artystów jest samotnych. Czytaj także: Kasia Wodecka-Stubbs: „Czy myślę o tacie? Ja z nim żyję codziennie” Dzieci Zbigniewa Wodeckiego, Joanna i Katarzyna Wodeckie, 2002 Ostatnie oklaski Zbigniew Wodecki znany był ze swojego poczucia humoru i optymistycznego podejścia do życia. Nawet gdy przeszedł na emeryturę, grał, koncertował i śpiewał. To publiczność go nakręcała, dawała mu powody do radości. W życiu muzyka pojawiły się jednak problemy ze zdrowiem, głównie z sercem. W 2017 roku Zbigniew Wodecki dostał rozległego udaru spowodowanego prawdopodobnie wcześniejszą operacją wszczepienia bypassów. Zmiany w mózgu były jednak tak rozległe, że lekarze musieli wprowadzić go w stan śpiączki farmakologicznej. Przy szpitalnym łóżku czuwała przy nim żona Krystyna Wodecka i dzieci. Stan zdrowia muzyka pogarszał się jednak z dnia na dzień. Artysta zmarł 22 maja 2017 roku w Warszawie. Msza żałobna została odprawiona w Bazylice Mariackiej w jego ukochanym Krakowie, a podczas wynoszenia trumny muzyk po raz ostatni dostał gromkie brawa od zebranego w bazylice tłumu. W tym dniu z hejnalicy Mariackiej można było usłyszeć także wygrane na trąbce „What a Wonderful World” zamiast tradycyjnego hejnału mariackiego. Jak muzyk podchodził do tematu śmierci? Jak zawsze, z optymizmem i humorem. „Żeby nie bolało, jak już przyjdzie pora. I żeby po koncercie, bo przynajmniej zapłacą, a to rzecz w tym fachu podstawowa” – żartował. Fot. Bartek Wieczorek/LAF AM

paweł wodecki syn zbigniewa zdjęcia